Tym artykułem zaczynamy „zabawę” w DIY. Nie ukrywam, że Yamaha A-1000 to wzmacniacz dla ambitnych i jeżeli nie mieliście wcześniej żadnych doświadczeń  związanych z re-capem (wymianą elektrolitów) innego wzmacniacza, to być może, zniechęcicie się szybciej niż zaczęliście. Faktem jest też, że A-1000 nie należy do najtańszych w odnowie, jednak jego potencjał jest bardzo duży i jeżeli tylko uda Wam się odnaleźć pełny, dobrze dobrany zestaw kondensatorów, to brzmienie i możliwości tak Was zadowolą, że będziecie chcieli więcej. A to więcej, weźmie się stąd, że osiągnęliście już tak dużo, jeśli chodzi o brzmienie, jakość i włożony trud, że sami poczujecie, że poczciwa Yamaha chce i może grać w klasie jeszcze wyższej. O czym zresztą w następnych odsłonach.

Jak wspomniałem w zapowiedzi powitalnej strony, nie podam gotowej recepty na pełny re-cap. Udostępnię za to materiały pomocne przy jej opracowywaniu, dam wskazówki i częściowo podam jakie konkretne elementy wg mnie warto użyć oraz jakie problemy mogą Was spotkać. Zdecydowanie polecam w wyborze elementów, stosować pojemności zgodne z oryginałem i zachować z nim jak największą zgodność. Nie chcemy robić „wiejskiego” tuningu ani pseudo wspaniałych modyfikacji. Przy tej pracy trzeba też założyć, że zajmie to sporo czasu, nie tyle na same prace ale na słuchanie, słuchanie i słuchanie i to po każdym etapie. Później myślenie, poprawki i słuchanie… Jeżeli podejdziecie do tego uczciwie, to pokora stanie się cennym i częstym gościem w Waszych dokonaniach. Życzę sukcesów i satysfakcji…

 

Zaczynamy...

 

Na dobry początek warto zaopatrzyć się w instrukcję serwisową i zapoznać bliżej z wnętrzem Yamahy. Service Manual wraz ze schematami, listą elementów itd. dostępny jest w serwisie HiFi Engine – http://hifiengine.com lub innych miejscach w internecie. Sam w moich opracowaniach również bazuję na instrukcji serwisowej, która jest dość dobrze opracowana i ma nieliczne błędy, choć jakość dostępnych skanów mogłaby być trochę lepsza i ma ok. 2cm lukę.

 

Przyjrzyjmy się wnętrzu wzmacniacza. Na grafice oznaczyłem położenie głównych sekcji składowych. Ponadto oznaczone są wszystkie kondensatory elektrolityczne z podziałem na te pełniące funkcje zasilające (niebieski) i te pracujące z sygnałem zmiennym (czerwony).

 

 

Bardzo ważna kwestia – kondensatory montujcie zawsze w odpowiedniej polaryzacji! Na płycie od strony elementów, przy każdym z nich znajduje się mała kreska, oznaczająca biegun ujemny. Oznaczenia na płytach wzmacniacza są dość czytelne i przejrzyste. W trakcie prac w pojedynczym punkcie, być może będziecie dokonywali wielokrotnych wymian, dlatego lutujcie ostrożnie, z nie za dużą temperaturą i zawsze używajcie odsysacza cyny. Same ścieżki są trwałe i wytrzymują wielokrotne lutowanie, ale nic nie przetrwa nieprofesjonalnego podejścia.

 

Główne kondensatory filtrujące:

 

W pierwszej kolejności zajmiemy się głównymi kondensatorami zasilającymi, bo to one są naszą podstawową bazą. Ten model wyposażony jest w duży transformator o pojedynczym uzwojeniu wtórnym z odczepami o napięciu ok. 2x75V. Jako, że uzwojenie jest tylko jedno, oznacza to że wszystkie elementy układu zasilane są z tego właśnie źródła. Wyjątkiem jest model U, gdzie jest dodatkowe uzwojenie wtórne do układu zabezpieczeń, który w europie raczej nie występuje i nie ma on wpływu na zasilanie układu.

Zasilacz składa się z pary kondensatorów o pojemności aż 33000uF, które odpowiadają za zasilanie tranzystorów stopnia mocy oraz pary kondensatorów 22000uF, które przy standardowym użytkowaniu (mniej więcej poniżej 30 W mocy) stanowią zasilanie dla przedwzmacniaczy i wszystkich układów poza samym stopniem prądowym mocy. Pełnią one jednak dodatkowy „bank” prądu także dla tranzystorów mocy podczas dużego obciążenia, a steruje tym układ sterowania zasilaniem przez szyny LX/LP/RX/RP. Jest to pewne uproszczenie, i proszę się nie czepiać, bo w rzeczywistości obie pary biorą udział w zasilaniu całości, jednak obciążenie przez poszczególne stopnie pobiera większość energii z tych konkretnych par.

Warto wybrać dobre, markowe kondensatory dla obu par i kupić je w zdecydowanie pewnym źródle. Skala fałszowania elementów jest tak duża, że niektórzy z Was mogą nie zdawać sobie nawet z tego spawy.

 

Aby unaocznić jak wygląda układ zasilania, zamieszczam nieco poprawiony przeze mnie, schemat, bo ten z dostępnej serwisówki jest trochę nieczytelny w punktach wpięcia kondensatorów.

 

Przy okazji zwróćcie uwagę na wiele przewodów masowych. Nasz wzmacniacz ma topologię tzw. masy gwieździstej z centralnym punktem. W przypadku późniejszych dalszych modyfikacji, pamiętajcie o tym, by stosować się do tej reguły, a unikniecie pętli mas i problemów z tym związanych.

 

No dobrze przejdźmy do rzeczy…

 

Oryginalne kondensatory są produkcji Nichicon’a dla Yamahy i mają średnicę 50mm. Osadzone są w uchwytach przykręconych do ramy. W uchwyty zmieszczą się kondensatory do średnicy około 50,5 mm. Pod te na 51mm trzeba troszkę zeszlifować wnętrze otworów montażowych (np. multiszlifierką) bo się mogą nie zmieścić. Maksymalna wysokość kondensatora, by zmieścił się pod pokrywą to ok. 80-82 mm. Zdecydowanie polecam stosować kondensatory o tej średnicy, bo później Wasz wzmacniacz będzie wyglądał profesjonalnie z zachowaniem ładu, a nie jak prowizorka.

Jeśli chodzi o napięcia – fabrycznie, jedne są na 35V, a drugie na 50V. Spokojnie możecie stosować kondensatory na wyższe napięcia, np. 63V o ile się zmieszczą. Są wydajniejsze prądowo i często też mają lepsze brzmienie, bardziej otwarte, z większą swobodą i lepszymi wysokimi tonami. Za to są droższe, ale coś za coś.

Pierwszym problemem, jeśli już wybraliście właściwe kondensatory, są ich wyprowadzenia. Współczesne modele najczęściej wyposażone są w złącza śrubowe lub tzw. Lug Terminal. W obu przypadkach nie obędzie się bez modyfikacji. Jak to wygląda zobaczcie na zdjęciach:

 

 

Ja w swoim wzmacniaczu stosowałem Nichicon NT 22000uF/50V i NR 33000uF/50V z dobrym skutkiem. Testowałem też Nichicon KG Type II, również w miarę pozytywnie, choć musiałem nieco „odciążyć” brzmienie innym doborem niektórych mniejszych kondensatorów, bo było zbyt ciężkie i gęste. Ostatecznie po modyfikacjach zasilania i kondensatorów stałych, znalazłem jeszcze inne, które zagościły już na stałe. Jakie Wy zastosujecie, to już Wasz wybór, pamiętajcie tylko by były oryginalne i dobrej jakości. Ostatecznie całość brzmienia i tak będzie wypadkową elementów jakie użyjecie we wszystkich etapach, chociaż te które ja Wam polecę w kilka punktów, są wyborem bardzo uniwersalnym i powinny sprawdzić się w większości przypadków.

 

Skoro temat podstawowy macie już za sobą, możemy przejść dalej. Nadal będziemy pracować nad zasilaniem, lecz już na samych płytach wzmacniacza i w konkretnych częściach układu. Na początek przygotowałem schematy z oznaczonymi liniami zasilania i kondensatorami, którymi zajmiemy się w pierwszej kolejności:

 

 

Kolorem czerwonym i niebieskim oznaczyłem linię zasilania +/- 22 V, która stanowi podstawę napięcia dla wzmacniacza różnicowego końcówki mocy, oraz napięcie ujemne -22 V dla drugiego stopnia różnicowego, jest też, bazą dla zasilania przedwzmacniacza i phono, które są oznaczone na kolor różowy/błękitny. Dociekliwi zauważą, że w końcówce mocy są jeszcze kondensatory C169,170, filtrujące napięcie dla wzmacniacza operacyjnego. Spokojnie, to układ DC Servo i na ich dobór jest jeszcze za wcześnie.

 

C635, 636 – oznaczone na granatowo to kondensatory filtrujące zasilanie dla stopni różnicowych końcówki mocy. Oryginalnie mają wartość 1000uF/25V, średnicę 18mm i raster wyprowadzeń (odstęp między nóżkami) 7,5mm. Znajdują się na płycie przedwzmacniacza phono.

Dobrym i bezpiecznym zamiennikiem pasującym od ręki, będzie Nichicon KZ 1000uF/50V. W tym miejscu oferuje czysty, dynamiczny i pełny dźwięk o dobrze zrównoważonej barwie, szczególnie w parze z kolejnymi kondensatorami, dobrze się zgrywa i nie powoduje zmulenia ani zbytniego wyostrzenia i jasności. Typowe cechy serii KZ, jak trochę sypiące piaskiem, wysokie tony, jeszcze przez długi czas nie dadzą o sobie znać. Dopiero przy końcu prac i dopieszczaniu dźwięku, konieczna będzie jego wymiana, której zresztą nie polecam teraz, bo zaprowadzi Was w złą stronę, chyba że znajdziecie naprawdę lepiej pasujący kondensator w to miejsce.

 

C653, 654 – oznaczone na rysunku zielonymi prostokątami. Stanowią filtracje dla napięcia, które z linii +/-22V poprzez rezystor, spada do około 16,8V i zasila cały przedwzmacniacz. Nie muszę mówić, że ta właśnie para, mocno wpływa na podstawowy charakter jego brzmienia, i na to, jaki dźwięk trafia do końcówki mocy. Raster wyprowadzeń: 7,5mm, średnica 18mm.

Po sprawdzeniu kilku typów, bezkonkurencyjny okazał się Nichicon LKG 1000uF/50V Type III (Super Trough). Wstawiony tutaj, daje fajną, równą barwę we wszystkich pasmach, dużą swobodę i otwartość muzyki oraz odpowiednie dociążenie z dobrym basem. Wysokie tony są przyjemne i naturalne. Nie będę ukrywał, że w tym miejscu pozostał ze mną do dziś. Niestety musicie dopasować nóżki, bo ma wyprowadzania z rozstawem 10mm typu snap-in. Jest grubszy (20mm) ale spokojnie wchodzi. Jeśli zastosowaliście Nichicon KG jako główny kondensator filtrujący, brzmienie może okazać się zbyć ciężkie i gęste. Nichicon KZ lub nawet Panasonic FM może je przywrócić na odpowiedni poziom. Dobrze sprawdzić się może Nichicon KA i w tej konfiguracji, ten trudny, choć bardzo dobry kondensator, może znaleźć zastosowanie. Choć w tym zestawieniu pokusił bym się o zastosowanie pojemności 2200uF/50V co mimo niezgodności z oryginalną pojemnością, warte może być wprowadzenia. To jednak sami musicie sprawdzić - gwarancji nie daję i sam nie testowałem tego połączenia.

 

C633, 634 – analogicznie do poprzedniej pary, te kondensatory zasilają cały przedwzmacniacz gramofonowy i mają zasadniczy wpływ na barwę i inne jego cechy. Jak w/w mają pojemność 1000uF/25V i wyprowadzenia 7,5mm.

Oryginalnie, Yamaha zastosowała identyczne elementy jak C635,636 w filtracji +/-22V i Wy też możecie pójść tą drogą i wstawić Nichicon KZ. Można też wstawić Elna RFS II 1000uF/50V i chyba nawet lepiej. Osobiście przyznam, że po wszystkich uprgadach i pracach, które zrobiłem w swoim wzmacniaczu, sekcja phono zdecydowanie odstaje jakościowo od reszty i będę dopiero nad nią pracował.

 

Poniżej, rysunki z położeniem elementów, które mam nadzieję, ułatwią zrozumienie i dalsze prace.

 

 

Po wykonaniu tych czynności, nie składajcie jeszcze wzmacniacza. Od razu warto zająć się kolejnymi dwoma stopniami, bo na razie, nie ma co słuchać zmian. Możecie zamontować z powrotem płytę phono i preampa oraz odkręcić dolną pokrywę wzmacniacza.  Radzę też, zastosujcie się do proponowanych kondensatorów na 50V zamiast 25V. Przetestowałem to wielokrotnie i szkoda czasu, tym bardziej, że trudności w doborze elementów, dopiero się zaczną.

 

Zagłębiamy się dalej w układ wzmacniacza mocy. Pomoże Wam opracowany schemat z zaznaczonymi, kolejnymi gałęziami zasilania i kondensatorami z nimi związanymi.

 

Skupmy się teraz na gałęzi oznaczonej na brązowo i granatowo. Widać, że doprowadzają napięcie dodatnie do drugiego wzmacniacza różnicowego i dalej, do już w większości, wtórników prądowych wraz z układem ustalenia punku pracy tranzystorów mocy. Na płycie wzmacniacza wszystkie elementy są skupione w większości dość blisko siebie.

 

C173,174 – 680uF/85V - Kondensatory na schemacie oznaczone na brązowo dla sekcji dodatniej i granatowo dla napięcia ujemnego. Oba pracują dla kanału lewego i prawego. Ich głównym zadaniem jest magazynowanie prądu na potrzeby wszystkich kolejnych stopni wzmacniacza mocy, które widzicie na schemacie. Jest to duża zaleta, bo dzięki nim, zapewniony jest dobry i szybki dostęp prądu  dla tych części układu, ograniczone są spadki napięcia, powodowane poborem prądu przez stopień dużej mocy i ogólnie uniezależnia to nieco te stopnie od wpływu wtórników emiterowych dużej mocy.

Niech nie będzie zatem tajemnicą, że i w tym miejscu, charakter brzmienia kondensatorów, będzie miał wpływ na brzmienie tej części układu, a zatem wpłynie na całokształt brzmienia wzmacniacza.

W wypadku tych elementów, wybór, jako że muszą być na minimum 85V, a do tego maksymalna średnica nie może przekraczać 23-24mm (oryginalnie 18mm z rastrem 7,5mm), jest ograniczony. Ja przetestowałem 3 typy:

Rubycon ZLJ 680uf/100V – mój pierwszy typ i od razu dobry traf. Rubycon w tym miejscu dał bardzo ładny, czysty i równy dźwięk z dobrym odseparowaniem dźwięków od siebie. Nic się nie zlewało, brzmiało przyjemnie, bez sztucznych nalotów. Zachowywało balans między jasnością, a ciepłem. Niestety tej serii Rubycona brakuje trochę basu. To nie, że go nie ma, ale wyraźnie czuć niedosyt. Ten brak, jako że zasila już głównie stopnie prądowe, jest później trudny do naprawienia przez małe kondensatorki. Dlatego też. szukałem dalej. Rubycon natomiast pasuje 1:1 i nie jest drogi. Chyba, że macie kolumny dość znacznie zmulone basem. To może być lekarstwo, z tym że tylko pod te kolumny. Z pewnością je nieco ożywi.

Nichicon LKG 680uF/100V Type III (Super Trough) – pomyślicie może, że jestem jakimś maniakiem tej serii, ale ten kondensator rozwiązuje problemy Rubycona, zachowując jego zalety. Zdecydowanie polecam w to miejsce. Ma większą średnice – 22mm i wyprowadzenia 10mm snap-in, ale już wiecie jak sobie z tym radzić. Ogólnie to robi się trochę ciasno, 22mm to max co można tam zmieścić, ale wchodzi bez użycia siły (Zmieścić się być może mogą te o średnicy 25mm, ale zasłonią otwory dla kondensatorów dc serva). Do tego ma wysoki prąd maksymalny: 2,65A w zasadzie równo dla całego pasma. Niestety wiele dostępnych kondensatorów o tej pojemności, oferuje dużo większy prąd, tylko dostępny od 100kHz, wiec i brzmienie pójdzie śladem jasności i wyostrzenia wysokich z małą masą.  Jeżeli już chcielibyście użyć tańszego typu tej serii, to przynajmniej Type II. Type I jest przeciętny i ucierpią nie tylko wysokie tony, ale dźwięk trochę się „skotłuje”. Jeżeli Wasze kolumny to w większości bas - no coż, weźcie Rubycon ZLJ, a i to może być za mało. Sami się zastanówcie, czy nie czas zmienić kolumny. Natomiast gdy ten kondensator na Waszych kolumnach i tak daje za mało basu, zastanówcie się czy to nie są jakieś koguciki, co tylko piać potrafią?. Niestety ze zbyt słabymi kolumnami nie będziecie mogli obiektywnie ocenić brzmienia, szczególnie gdy re-cap sprowadzi się do tuszowania ich braków.

Wurth WCAP-ATUL 680uF/100V – Testowałem ten typ i po wsadzeniu, byłem bardzo zadowolony. Przybyło nieco dosłowności i wyrazu w średnich tonach, basu i wysokich nie ubyło i zachowały swoją jakość. Niestety było tak niecałe 2 dni. Po wygrzaniu porobiły się wręcz jakieś dziury w charakterystyce w średnich tonach. Dla przykładu głos Marka Knopflera z Dire Straits, ma taki ton, że trafiał w tą „dziurę” i niemal całkowicie zanikł, przy nadal pięknie brzmiącej gitarze i reszcie zespołu. To dyskwalifikacja niestety.

W tym miejscu, więcej typów nie testowałem, choć jeszcze pewnie coś poszukam, dla samego eksperymentu, bo „swoje” brzmienie już osiągnąłem. Wy gdybyście chcieli szukać czegoś innego pamiętajcie, że 22mm średnicy to maks, żeby weszło bez druciarstwa. Unikajcie typów do jakichś cyfrówek, automotive i z niskim ESR, też raczej się nie sprawdzą.

 

C123-126 330uF/25V – Na schemacie oznaczone na żółto i jasno zielono. Jak się jemu przyjrzymy, można zauważyć, że diody zenera równoległe z kondensatorami, wraz z szeregowymi rezystorami od linii zasilania (brązowej/granatowej) tworzą prosty stabilizator +/-16V, a kondensator jest jego filtrem, zasobem prądu dla tych źródeł napięć. Zasilane z nich są kolektory pierwszego stopnia komplementarnego wtórnika prądowego (tranzystory TR 115,117) oraz wzmacniacz różnicowy układu ZDR (Zero Distortion Rule). Jest to kolejny ważny punkt, który dopełnia zasilanie sekcji prądowych i układu ZDR, naszej integry. Są 2 pary (4 szt.), które zasilają te sekcje w parach, osbno dla kanału lewego i prawego. Średnica oryginałów 16mm (lub 18mm, nie pamiętam dokładnie w tej chwili) i rozstaw nóżek 7,5mm.

W tym miejscu przetestowałem kilka typów. Nie pamiętam wszystkich ale na pewno były: Nichicon KZ,FW,KA, PANASONIC FM,SU, ELNA Silmic II i coś jeszcze z Kemet’a… na napięcia 25V i 50V. Oczywiście stosujcie te na 50V.

Najbardziej w to miejsce pasował Nichicon KZ 330uF/50V. Brzmienie zachowało dobry balans tonalny, który umożliwia później dobór pozostałych kondensatorów i ogólnie dobry poziom, bez jakichś szczególnych wad. Były tam przez długi czas, właściwie niemal do końca, kiedy zostało kilka mniejszych do wymiany. W tym momencie wbudowałem stabilizację zasilania i wzmacniacz wskoczył na nowy poziom. Musiałem się też cofnąć w pracach i ponownie przyjrzeć się kondensatorom w kilku stopnich i jednym z nich był ten właśnie. Miejsce Nichicona KZ, zejęła ELNA Silmic II (RFS) 330uF/50V. Było to, to czego szukałem i Elna nawet po doborze pozostałych elektrolitów, których nie miałem jeszcze wymienionych, jest w tym miejscu do dziś. Na tym etapie jednak, Elny nie sprawdziły się, zamulając bas i powodując jakieś buczenie na wyższym basie i niskiej średnicy.

 

Aby prace przebiegały bardziej metodycznie i z lepszą orientacją, proszę, obraz płyty głównej wzmacniacza z oznaczonymi kondensatorami:

 

 

Podstawowy etap związany z renowacją naszego wzmacniacza mamy zakończony. Możecie teraz złożyć wszystko do kupy, dokładnie wszystko sprawdzając... Podłączamy wzmacniacz na sucho, włączamy i sprawdzamy czy wszystko w porządku. Jeśli tak i usłyszycie kliknięcie przekaźnika oraz nie będzie żadnego niechcianego dymu ;-) jest dobrze. Warto w tym momencie ustawić prądy spoczynkowe dla obu kanałów. Jak to zrobić opisane jest w instrukcji serwisowej.

 

Po wstawieniu go na miejsce i podłączeniu kolumn, źródeł - odpoczywamy od majstrowania i dajemy kondensatorom się wygrzać, ułożyć czy jak to nazwiecie. Dobrze dać im przynajmniej ze 100 godzin, zanim zaczniemy na dobre oceniać dźwięk. Nie musicie w tym czasie słuchać muzyki, wystarczy żeby wzmacniacz był włączony.